Category: Artykuły

Nov 10 2009

Rośnie nielegalne ściąganie plików z wykorzystaniem sieci firmowej

Według szacunków ScanSafe, liczba pracowników wykorzystujących sieci korporacyjne do nielegalnego ściągania plików udostępnianych w internecie stale rośnie. Próby nielegalnego sprowadzania plików MP3 i oprogramowania za pośrednictwem połączeń internetowych udostępnianych w przedsiębiorstwie wzrosła o 55 proc. w ciągu ostatnich trzech miesięcy.

Pracownicy mylnie zakładają, że mogą używać połączeń internetowych udostępnianych im do pracy w ten sam sposób, jak używają ich w domu i zdaniem AcanSafe jest to jedna z potencjalnych przyczyn stałego wzrostu nielegalnych prób ściągania plików z internetu w ostatnich miesiącach. 

Niewłaściwe używanie internetu w miejscu pracy naraża pracodawcę na ryzyko odpowiedzialności prawnej. Pracodawcy są często odpowiedzialni za angażowanie się ich pracowników w działania bezprawne w czasie pracy. 

Sprowadzanie nielegalnych treści jest podwójnie niewłaściwe, ponieważ oprócz narażania pracodawcy na odpowiedzialność prawną, stwarzają ryzyko sprowadzenia kodu złośliwego do sieci przedsiębiorstwa. 

ScanSafe, zajmująca się bezpieczeństwem w cloud, zaleca pracodawcom formułowanie wyraźnej polityki użytkowania internetu przez pracowników i ich szkolenie w tym zakresie, a także informowanie o konsekwencjach niestosowania się do obowiązujących reguł takiej polityki. 

Józef Muszyński ,  IDG News Service

Artykuł pochodzi z serwisu www.idg.pl

Nov 08 2009

"nasz internet jest otwarty" – chiny ignorują ultimatum google

Chińskie władze niewiele robią sobie z ostrzeżeń Google o możliwym zamknięciu lokalnej wersji wyszukiwarki tej firmy. Rząd dał jasno do zrozumienia, że każda zagraniczna spółka, która chce prowadzić działalność na terenie Chin, musi stosować się do obowiązujących reguł prawnych i godzić się na kontrolę sprawowaną przez państwo nad cyberprzestrzenią.

Google usunęło filtrowanie wyników wyszukiwania na stronie Google.cn w reakcji na cyberataki na serwery firmy, do których doszło w połowie grudnia 2009 r. Celem tych ataków - czego dowiodło wewnętrzne śledztwo Google - były konta pocztowe Gmail chińskich aktywistów i obrońców praw człowieka.

Jiang Yu, chińska minister spraw zagranicznych, w czasie konferencji prasowej w Pekinie podkreśliła, że filtrowanie zasobów Internetu jest konieczne, aby blokować użytkownikom dostęp do nieodpowiednich czy szkodliwych treści (np. pornografii). "Chiński Internet jest otwarty" - zadeklarowała jednocześnie minister.

Blokowanie treści erotycznych to jednak listek figowy, którym władza maskuje swoje zapędy cenzorskie - prawdziwym celem jest filtrowanie materiałów niewygodnych politycznie.

Zgodnie z przypuszczeniami Chiny odżegnały się od ataku na Google. Minister Jiang powiedziała, że krajowe prawo zabrania działalności cyberprzestępczej. Zapytana, czy przepisy te obowiązują również organy rządowe, odpowiedziała wymijająco, że skieruje je do "kompetentnego departamentu".

W ten sam sposób odniosła się do pytań o to, czy rząd renegocjuje już z Google warunki działania firmy w Chinach; w jaki sposób karani są cyberprzestępcy oraz czy Chiny były zaangażowane w domniemane ataki na amerykańskich prawników, pracujących dla firmy, która pozwała Państwo Środka za komputerowe piractwo.

Owe "kompetentne departamenty" nie zostały jednak sprecyzowane - minister obiecała, że obecni na konferencji prasowej dziennikarze, którzy zechcą się z tymi jednostkami skontaktować, uzyskają pomoc resortu w tym zakresie.

Jak podaje serwis Times.co.uk, twardsze stanowisko przyjęło Biuro Informacyjne Rady Państwa. W tekście opublikowanym w gazecie People's Daily, oficjalnym organie prasowym Komunistycznej Partii Chin, zasugerowano już, że 350-milionowa rzesza chińskich internautów być może będzie musiała obejść się bez wyszukiwarki Google. "Nasz kraj przechodzi kluczowy etap reformy i rozwoju i jest to okres wyraźnych konfliktów społecznych. Właściwa kierowanie opiniami w Internecie to główny środek ochrony bezpieczeństwa informacyjnego Sieci" - to fragment wspomnianego oświadczenia.

15 stycznia 2010

IDG.pl/Ludwik Krakowiak

Artykuł pochodzi z serwisu www.idg.pl

Nov 05 2009

Tokfm.pl – nowe internetowe życie radia agory

W miejscu dotychczasowej witryny radia TOK FM pojawia się informacyjny serwis Tokfm.pl. Ma być szybko i multimedialnie.

Pod adresem Tokfm.pl działa nowy informacyjny serwis Agory, który zastępuje istniejącą stronę Radia TOK FM i "otwiera nowy etap funkcjonowania marki TOK FM w internecie".

Tokfm.pl łączy szybkość i multimedialność internetu z informacyjno - opiniotwórczym charakterem Radia TOK FM. To nowa oferta dla stałych słuchaczy radia, ale też propozycja dla zupełnie nowych odbiorców - mówi redaktor naczelna Radia TOK FM, Ewa Wanat. Choć Tokfm.pl to portal naszego radia, czyli po części internetowa emanacja tego, co słychać na antenie, będzie on też żył swoim własnym, internetowym życiem.

Serwis Tokfm.pl oferuje własne materiały informacyjne: polityczne, biznesowe, sportowe, kulturalne i rozrywkowe, jak również wybór najciekawszych informacji z innych mediów.

W równym stopniu stawiamy na autorskie informacje i na ciekawe, ważne materiały z innych źródeł, do których będziemy przekierowywać. Zależy nam, aby internauci znaleźli na Tokfm.pl wszystko, co najważniejsze, podane w najkrótszym możliwym czasie i w najbardziej atrakcyjny sposób - dodaje Małgorzata Plawgo, dyrektor ds. serwisów informacyjnych Gazeta.pl. Dlatego Tokfm.pl świadomie łączy poważne treści z odważnym, wyrazistym layoutem. Ciekawe zdjęcia i bogate treści na każdej stronie - to dla nas znaki rozpoznawcze serwisu.

Fani aktywności społecznościowych mogą śledzić profil radia w serwisach Facebook, Twitter i Blip. Wg zapowiedzi - przy najważniejszych wydarzeniach, wpisy użytkowników Twittera i Blipa pojawiają się na stronie Tokfm.pl.

Tokfm.pl to nie tylko całkowicie nowa oferta dla czytelników i słuchaczy, ale też efekt zmian zachodzących w naszym newsroomie - nasi dziennikarzy są już nie tylko reporterami radiowymi, ale stali się multimedialnymi dziennikarzami - tworzą teksty, robią zdjęcia i materiały wideo. Efekt ich pracy znajduje teraz właściwą prezentację w internecie - mówi Ewa Wanat.

Tak jak uruchomiony niedawno serwis Wyborcza.biz, tak portal Tokfm.pl dołącza do grupy serwisów informacyjnych Agory, która wg październikowego badania Megapanel PBI/Gemius zajmuje 2. miejsce w polskim internecie w kategorii "Informacje i publicystyka" z zasięgiem 30,2% i liczbą 5 107 356 użytkowników (real users). Pierwsza jest Grupa Onet z liczbą 6,1 mln użytkowników generujących 243 mln odsłon.

15 stycznia 2010

Bożena Jaskowska

Artykuł pochodzi z serwisu www.idg.pl

Nov 03 2009

"piractwo (nie)dozwolone" – debata nad odcinaniem użytkowników od internetu

Przedstawiciele MSWiA, policji oraz producentów oprogramowania dyskutowali w siedzibie Business Centre Club na temat problemu kradzieży własności intelektualnej. Można było jednak odnieść wrażenie, że wiele osób było rozczarowanych poziomem spotkania - pojawiły się nawet głosy, że nie była to debata, ale konferencja prasowa, na której reprezentowane były poglądy tylko jednej ze stron...

Przyczynkiem do spotkania było wprowadzenie przez UE dyrektywy umożliwiającej policji i innym organom ścigania odcinanie piratów od Internetu po uzyskaniu zgody sądu. Przypomnijmy, że 24 listopada 2009 r. Parlament Europejski przyjął reformę unijnego prawa telekomunikacyjnego, zawartą w tzw. Pakiecie telekomunikacyjnym. Reforma europejskiego składa się z pięciu odrębnych dyrektyw i skupia się na licznych kwestiach związanych z funkcjonowaniem unijnego rynku usług elektronicznych.

Jedną z najważniejszych spraw regulowanych przez reformę jest kwestia ochrony praw obywatelskich związanych z dostępem do Internetu. Policja i inne organa ścigania będą mogły blokować dostęp do Sieci osobom podejrzanym o naruszanie własności intelektualnej po uzyskaniu zgody sądu.

"Na odcięcie od sieci piratów zdecydowały się już Francja i Wielka Brytania. Kiedy Polska?" - takie pytanie postawili organizatorzy debaty "Piractwo (nie)dozwolone". W spotkaniu wzięli udział: Adam Rapacki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji; Jacek Murawski, dyrektor generalny Microsoft Polska; Arkadiusz Protas, wiceprezes BCC; Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji; Hieronim Wrona, producent muzyczny i dziennikarz oraz Bartosz Jędrychowski z firmy TransData. Obecni byli również przedstawiciele Koalicji Antypirackiej, m.in. Bartłomiej Witucki (BSA) i Krzysztof Janiszewski (Microsoft).

Groźna szara strefa

Wprowadzenie w dyskusję przypadło Arkadiuszowi Protasowi. Powiedział on, że Business Centre Club, odkąd istnieje, zajmuje się zwracaniem uwagi na problem szarej strefy w każdej dziedzinie życia gospodarczego. Szara strefa oprogramowania, czyli odsetek nielicencjonowanych wersji aplikacji, będących w użyciu w Polsce, szacowany jest na niespełna 60 %, co sytuuje nasz kraj na 4. miejscu od końca w Unii Europejskiej. Wiceprezes BCC stwierdził również, że skala zjawiska piractwa komputerowego pod względem strat finansowych producentów będzie rosnąć wraz z coraz powszechniejszym dostępem do Internetu.

14 stycznia 2010 14:30

IDG.pl/Ludwik Krakowiak

Artykuł pochodzi z serwisu www.idg.pl

Oct 30 2009

Porno w sieci nie takie złe

Nowozelandzcy respondenci badania przeprowadzonego przez firmę UMR Research wykazali zdecydowanie większą akceptację dla oglądania w Internecie materiałów pornograficznych, niż dla pobierania nielegalnych kopii filmów i muzyki.

Blisko 41% spośród tysiąca osób, które wzięło udział w badaniu uznało, że oglądanie pornografii w Sieci jest moralnie akceptowalne - podał serwis TorrentFreak.

Zdecydowanie mniejsze przyzwolenie było dla pobierania nielegalnych kopii muzyki. W tej kwestii oporów nie miało zaledwie 18% badanych. Jeszcze mniej akceptowało oglądanie filmów w Internecie bez płacenia za nie. W tej grupie znalazło się 13% respondentów.

Według TorrentFreak, takie wyniki są zrozumiałe, gdyż w Nowej Zelandii oglądanie pornografii w przeciwieństwie do piractwa, jest legalne. W tym samym badaniu niecałe 20% respondentów uznało, że nie ma nic nagannego w pokątnym oglądaniu pornografii przez osoby będące w związku małżeńskim.

Jak słusznie zauważono, w odpowiedziach badanych występuje pewna sprzeczność. Bowiem najczęściej pornografia, która jest dostępna w Internecie, to materiały, które właśnie łamią prawa autorskie.

Rozrywką dla dorosłych coraz częściej interesują się tez dzieci. Opublikowane w grudniu wyniki badania przeprowadzonego przez firmę Symantec, mówią, że jednym z najczęściej wpisywanych w wyszukiwaniach haseł przez dzieci w wieku 7 lat i poniżej było słowo "porn". Trochę starsze maluchy interesowały się jeszcze słowem "sex". Wyniki badania zostały opracowane na podstawie danych z 14,6 mln zapytań monitorowanych systemem OnlineFamily.Norton.

źródło: TorrentFreak

Oct 27 2009

Kiedy wideo zastąpi telefon

Przyzwyczajenie ludzi do standardowych form kontaktów, takich jak telefon czy osobiste spotkanie, to obecnie największe bariery dla popularyzacji rozwiązań wideokonferencyjnych. Nie pomaga również ograniczona zgodność między systemami różnych producentów.

Upowszechnianie się systemów wideokonferencyjnych wydaje się nieuniknione, choć wciąż trudno obiektywnie przewidzieć, jak szybko ten proces będzie przebiegał. Analitycy Gartnera uważają, że ten segment rynku do 2013 r. będzie rósł w tempie 17,8% rocznie, a wartość obrotów osiągnie w 2013 r. poziom 8,6 mld USD (w 2008 r. było to 3,8 mld USD).

Takie perspektywy wpływają na zwiększającą się aktywność marketingową producentów, którzy od lat specjalizują się w rozwijaniu i sprzedaży systemów wideokonferencyjnych (Tandberg lub Polycom), oraz budzą zainteresowanie inwestorów. Warto przypomnieć, że już kilka lat temu do konkurencji w tym segmencie rynkowym włączyło się też dwóch potentatów IT: HP i Cisco.

W sumie producentów specjalizujących się w rozwijaniu systemów wideokonferencyjnych jest na rynku przynajmniej kilkunastu. Można tu wymienić Digital Video Enterprises (DVE), FedEx Kinko, LifeSize Communications, Radvision, Sony, Telanetix, Teleportel (Telepresence Tech), Teliris.

LifeSize Passport to jeden z najmniejszych i najtańszych na rynku przenośnych systemów wideokonferencyjnych klasy HD

Różne są też modele biznesowe. Na przykład HP i Teliris koncentrują się na sprzedaży systemów łącznie z usługami udostępniania łączy i zarządzania siecią. Na przykład systemy HP Halo są oferowane w powiązaniu z usługą transmisji danych w dedykowanej sieci HVEN (Halo Video Exchange Network), która zapewnia przepustowość 45 Mb/s. Inne firmy, jak Cisco, Polycom lub Tandberg oferują same systemy dając użytkownikom możliwość indywidualnego wyboru firmy świadczącej usługi dostępu do sieci.

Ostatnie znaczące wydarzenie to oferta przejęcia firmy Tandberg przez Cisco za imponującą sumę 3,4 mld USD, a także już zrealizowany zakup mniejszego, ale liczącego się w tym segmencie rynku producenta - LifeSize przez Logitech za ok. 400 mln USD.

Może to mieć istotny wpływ na kształt rynku. Według firmy analitycznej Wainhouse Research, jego liderami są obecnie Polycom i Tandberg, których sumaryczny udział sięga 80%. Pod względem wartości sprzedaży osiągają podobne wyniki (choć całkowite obroty Polycom są o kilkanaście procent większe). Zależnie od bardziej szczegółowego podziału na kategorie systemów wideokonferencyjnych (osobiste, grupowe, telepresence HD), jedna lub druga jest często nazywana "liderem rynku". Natomiast Cisco i HP weszły na rynek wideokonferencyjny przed ok. 4 laty, koncentrując się początkowo na dużych systemach korporacyjnych klasy HD, jak Cisco TelePresence i HP Halo, a ostatnio starają się rozszerzać ofertę również o systemy klasy średniej, dające lepsze perspektywy sprzedaży na rynku masowym.

Natomiast Logitech, choć jest dobrze znanym producentem peryferyjnych urządzeń komputerowych, jak myszy, klawiatury, kamery internetowe, głośniki, słuchawki itp., nigdy nie był konkurentem dla Cisco, Tandberga lub Polycom. A obecnie, przejmując LifeSize Communications, praktycznie z dnia na dzień takim się staje. W praktyce przejęcie to nie ma jednak wielkiego wpływu na rynek. LifeSize będzie najprawdopodobniej względnie niezależnym oddziałem Logitech i z punktu widzenia konkurencji, a nie udziałowców i inwestorów finansowych, niewiele się zmieni.

Warto też zauważyć, że Polska budzi coraz większe zainteresowanie producentów. Na przykład, dla Polycom pod względem obrotów jest to szósty kraj w Europie. Jak mówi Chris Prowse, dyrektor Polycom ds. sprzedaży w Europie Wschodniej: "Względnie słaba, w porównaniu z krajami rozwiniętymi infrastruktura komunikacyjna w Polsce sprzyja popularyzacji systemów wideokonferencyjnych i powoduje, że jest to bardzo atrakcyjny rynek".

Oct 18 2009

Gmail będzie bezpieczniejszy

Google wyciąga wnioski z grudniowego ataku na konta pocztowe, jakie przeprowadzono z terenu Chin i zapowiada wprowadzenie bezpieczniejszego protokołu https dla użytkowników korzystających z poczty Gmail.

Do tej pory użytkownicy konta pocztowego Google mogli korzystać z bezpiecznego protokołu https jako opcji. Obecnie protokół ten będzie wykorzystywany domyślnie. Jednak jego wprowadzenie dla wszystkich użytkowników Gmaila może potrwać nawet kilka tygodni. O zamiarze użycia protokołu https poinformował Sam Schillace na firmowym blogu.

Wcześniej Google nie zdecydowało się na domyślne wprowadzenie protokołu https ze względu na minusy takiego rozwiązania. Usługa działa wolniej, co spowodowane jest przesyłaniem zaszyfrowanych danych. Jednak przeprowadzone testy sprawiły, że użytkownicy Gmaila będą korzystać ze swojej poczty za pomocą bezpieczniejszego protokołu.

"Wprowadzenie https pomoże chronić dane przed przejęciem przez osoby trzecie, na przykład za pośrednictwem publicznych hotspotów" - napisał na blogu Schillace.

We wpisie na blogu Schillace radzi też osobom korzystającym z poczty Gmail w trybie offline poprzez protokół http, by nie zmieniały go na https, gdyż może to spowodować problemy. Więcej informacji na temat ich charakteru zamieszczono na tej stronie.

Celem grudniowych ataków, których ofiarą oprócz Gmaila, padły także inne firmy, było wykradzenie danych do kont pocztowych należących do chińskich obrońców praw człowieka.

Bezpośrednim efektem włamań jest wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń, których elementem jest m.in. zmiana protokołu na https. Efektem pośrednim jest zapowiedź wycofania się z cenzurowania wyników wyszukiwania w chińskiej wersji Google, choć może to oznaczać zakończenie działalności firmy w Państwie Środka. Więcej o sprawie piszemy tutaj.

Google jest obecne w Chinach od 2006 r.

14 stycznia 2010

Piotr Perka

Artykuł pochodzi z serwisu www.idg.pl

Oct 17 2009

Microsoft: "google daje 1gb? my oferujemy 25 gb, też za darmo"

Microsoft skomentował zapowiedź rozszerzenia usługi Google Docs o wirtualny dysk 1GB twierdząc, że sama już od dawna oferuje swoim klientom darmowy dostęp do dysku o pojemności 25 GB.

Google zapowiedziało, że już niedługo udostępni użytkownikom możliwość umieszczania na gigabajtowym wirtualnym dysku Google Docs plików o rozmiarze do 250 MB. Wiadomo, że za dodatkową pojemność trzeba będzie zapłacić. Według Google rozwiązanie ma przede wszystkim nakłonić użytkowników do zerwania ze starym zwyczajem przesyłania maili z załącznikami do samych siebie. Sprawę szczegółowo opisaliśmy w dzisiejszym artykule "Google Docs przechowa każdy rodzaj pliku".

Wiele osób oczekiwało po deklaracji Google czegoś bardziej przełomowego - szczególnie w świetle nadchodzącego Chrome OS, który będzie przechowywał wszystkie dane w chmurze. Niestety firma jak na razie nie zaprezentowała w tej kwestii nic, co choćby zbliżyło ją do konkurencji. Wystarczy powiedzieć, że Microsoft oferuje w SkyDrive aż 25GB własnej wirtualnej przestrzeni dyskowej.

Sprawa naturalnie nie umknęła specjalistom od marketingu Microsoftu. W specjalnym oświadczeniu Microsoftu, wydanym niemal natychmiast po deklaracji Google, czytamy: "Chcemy tylko po przyjacielsku przypomnieć, że Windows Live oferuje swoim 450 mln użytkowników aż 25 GB pojemności dyskowej w chmurze danych Windows Live SkyDrive".

Wiadomo już, że dodatkową pojemność w Google Docs będzie można kupić w cenie 25 centów za 1 GB na rok. Osoby korzystające z Google Apps otrzymają 1 GB i możliwość nabycia dodatkowej powierzchni za 3,50 dolara za 1 GB na rok. To wciąż mało atrakcyjna oferta względem konkurencji. Darmowe narzędzia takie jak Live Mesh czy DropBox już teraz oferują od 2 GB do 5 GB darmowej pojemności dyskowej z funkcją lokalnej synchronizacji plików.

Nadzieją Google jest fakt, że firma może błyskawicznie podnieść zapowiadany 1GB pojemności do znacznie większej wartości.

13 stycznia 2010 13:55

IDG.pl/Dominik Błaszczykiewicz

Artykuł pochodzi z serwisu www.idg.pl